Tradycyjne podejście do zabezpieczania sieci zakładało istnienie sztywnej granicy między wnętrzem a zewnętrzem. Obecnie przyjmuje się, że tożsamość użytkownika stanowi aktualny obwód obronny. Model zerowego zaufania wymaga ciągłej weryfikacji każdej żądania o dostęp. System pozwala na odczyt plików wyłącznie po dokładnym sprawdzeniu kontekstu połączenia.
Lokalizacja urządzenia, jego kondycja techniczna oraz pora dnia mają kluczowe wpływ na przyznanie uprawnień. Nawet wewnętrzny pracownik nie otrzymuje automatycznego dostępu do krytycznych baz danych. Zamiast tego wdraża się zasadę najmniejszych uprawnień, ograniczając uprawnienia do absolutnego minimum. Taka strategia minimalizuje ryzyko rozprzestrzeniania się złośliwego oprogramowania w przypadku przejęcia konta.
Złośliwy aktor poruszający się po sieci napotyka kolejne bariery przy każdej próbie eskalacji. Segmentacja danych zapewnia, że kompromitacja jednego segmentu nie zagroża całej infrastruktury. Wdrożenie tego modelu wymaga gruntownej inwentaryzacji wszystkich aktywów informacyjnych. Administratorzy muszą dokładnie określić, kto potrzebuje dostępu do określonych zasobów w danym celu.
Ciągłe monitorowanie aktywności pozwala na wykrycie nieprawidłowości w czasie rzeczywistym. Algorytmy badają zachowania użytkowników, wyłapując dziwactwa od ustalonego wzorca. Dzięki temu bezpieczeństwo staje się dynamicznym procesem, a nie tylko statycznym zestawem reguł. Zaufanie w tym paradygmacie nigdy nie jest automatyczne, lecz musi być nieustannie potwierdzane.